Porównywanie się do innych to doświadczenie, które zna prawie każdy z nas. Czasem pojawia się mimochodem, kiedy przeglądamy media społecznościowe. Czasem uruchamia się podczas rozmowy ze znajomym, który właśnie dostał awans, kupił mieszkanie, założył rodzinę, zmienił pracę albo zaczął realizować swoje pasje. Bywa też tak, że porównujemy się z kimś zupełnie nieświadomie – i dopiero po chwili zauważamy, że zrobiło nam się ciężko, smutno albo nieswojo.
Porównywanie się do innych… Bardzo częsty temat poruszany na konsultacjach.
Porównywanie się do innych jako źródło frustracji
Mój stosunek do porównywania się jest ambiwalentny. Owszem, porównywanie się do innych bardzo często stanowi dla nas źródło cierpienia, frustracji, obniżenia nastroju, co potęguje negatywne myślenie o samych sobie.
W praktyce wygląda często jest natomiast tak, że widzimy tylko wycinek czyjegoś życia, a następnie zestawiamy go z całą naszą codziennością – także z tym, czego się wstydzimy, czego nie dopięliśmy, czego żałujemy albo czego jeszcze nie udało nam się osiągnąć. To dość niesprawiedliwe porównanie, bo porównujemy cudzą „scenę” z własnym „zapleczem”.
W mediach społecznościowych ten mechanizm bywa szczególnie silny. Widzimy efekty, sukcesy, zdjęcia, osiągnięcia, ale rzadko widzimy koszty, kryzysy, wątpliwości, lata prób, porażki i momenty zwątpienia. Nasz umysł może wtedy wyciągać pochopny wniosek: „inni sobie radzą, a ja stoję w miejscu”. To z kolei może prowadzić do poczucia gorszości, zazdrości, napięcia i spadku motywacji.
Dlaczego porównywanie się do innych tak mocno nas porusza?
Jednakże często porównujemy się z jakiegoś powodu. Gdy widzimy jak nasz znajomy malarz wystawia swoje obrazy wernisażu, podświadomie zaczynamy porównywać swoją pozycję zawodową, swoje zainteresowania do niego. Dla części ludzi okaże się to frustrującym doświadczeniem. Dla części natomiast może okazać się to inspirujące. Zamiast skupić się na zazdrości i przeklinaniu w duchu znajomego, warto podejść od strony budującej, aniżeli dołującej. Dlaczego nas to zabolało? Czemu się porównujemy? Co chce nam w ten sposób przekazać mózg?
To ważne pytania, ponieważ emocje rzadko pojawiają się bez przyczyny. Zazdrość, smutek czy ukłucie frustracji mogą być sygnałem, że dotykamy czegoś ważnego. Być może nie chodzi wcale o tę konkretną osobę, jej sukces czy jej drogę. Być może chodzi o naszą własną potrzebę, która przez długi czas była odkładana na później.
Czasem cudzy sukces drażni nas nie dlatego, że życzymy komuś źle, ale dlatego, że przypomina nam o czymś, czego sami pragniemy. Ktoś pisze książkę, a my od lat mówimy, że kiedyś zaczniemy pisać. Ktoś zmienia zawód, a my od dawna czujemy, że tkwimy w miejscu. Ktoś pokazuje swoją twórczość, a my przez lata chowamy własne pomysły do szuflady.

Porównywanie się do innych może odsłaniać nasze potrzeby
Często bywa tak, że pod płaszczem porównywania się nasz umysł chce nam przypomnieć o naszych niespełnionych ambicjach. Niezaspokojone potrzeby prędzej czy później zaczną domagać się ich spełnienia. Działania naszego znajomego malarza mogą nam przypomnieć nasze ukryte pragnienia odnośnie wyrażania siebie w twórczy sposób.
W takim ujęciu porównywanie się do innych nie musi być wyłącznie problemem. Może stać się informacją. Nieprzyjemną, ale wartościową. Może pokazywać obszary, które domagają się uwagi: rozwój zawodowy, relacje, pasje, twórczość, odpoczynek, niezależność, poczucie sensu albo większa odwaga w podejmowaniu decyzji.
Oczywiście nie oznacza to, że każda zazdrość ma prowadzić do rewolucji w życiu. Czasem wystarczy mały krok: zapisanie pomysłu, rozmowa z kimś zaufanym, powrót do dawnego zainteresowania, sprawdzenie kursu, stworzenie planu działania albo zwykłe przyznanie przed sobą: „tak, to jest dla mnie ważne”.
Zdrowe i niezdrowe porównywanie się do innych
Porównywanie się możemy podzielić na zdrowe i niezdrowe:
Zdrowe porównywanie opiera się na inspiracji i motywacji do działania. Znamy swoją wartość i nie uzależniamy jej od czynników zewnętrznych.
W zdrowym porównywaniu ktoś może być dla nas przykładem, inspiracją albo punktem odniesienia. Patrzymy wtedy na drugą osobę i myślimy: „skoro jej się udało, może ja też mogę spróbować”, „co mogę z tego dla siebie wyciągnąć?”, „jaki pierwszy krok byłby możliwy w mojej sytuacji?”. Nie chodzi o kopiowanie cudzego życia, lecz o zauważenie, że pewne rzeczy są możliwe.
Zdrowe porównywanie nie odbiera nam wartości. Nie zakłada, że jesteśmy gorsi, bo jesteśmy w innym miejscu. Pozwala raczej zobaczyć kierunek, nazwać pragnienia i poszukać realnych działań.
Niezdrowe porównywanie opiera się na budowaniu własnej samooceny i uzależniania naszego poczucia wartości od działań innych.
W niezdrowym porównywaniu druga osoba staje się dla nas dowodem na naszą rzekomą porażkę. Jej sukces zaczyna oznaczać naszą przegraną. Jej rozwój — nasze zapóźnienie. Jej szczęście — nasz brak szczęścia. To bardzo obciążający sposób myślenia, ponieważ w takim układzie zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie dalej, szybciej, lepiej, efektowniej albo bardziej spektakularnie.
Problem polega na tym, że gdy stale mierzymy swoją wartość cudzymi osiągnięciami, bardzo trudno poczuć spokój. Nawet jeśli coś osiągniemy, po chwili pojawi się ktoś, kto osiągnął więcej. Dlatego samoocena oparta wyłącznie na porównaniach jest krucha i niestabilna.
Jak pracować z porównywaniem się do innych?
Zachęcam do zastanowienia się nad przyczyną swoich porównań. W ten sposób można wyjaśnić wiele rzeczy, które głęboko w nas siedziały.
Pomocne mogą być proste pytania:
Co dokładnie mnie zabolało w tej sytuacji?
Czy zazdroszczę tej osobie konkretnej rzeczy, stylu życia, odwagi, wolności, uznania, pieniędzy, relacji, twórczości?
Czy to porównanie pokazuje mi jakąś moją niezaspokojoną potrzebę?
Czy mogę zrobić mały, realny krok w stronę tego, czego mi brakuje?
Czy oceniam siebie zbyt surowo, patrząc tylko na cudze efekty, a nie na cały proces?
Takie pytania pozwalają przesunąć uwagę z „jestem gorszy” na „co ta reakcja mówi o mnie?”. To subtelna, ale bardzo ważna zmiana. Dzięki niej porównywanie się do innych może przestać być automatycznym mechanizmem samokrytyki, a stać się początkiem lepszego kontaktu z samym sobą.
Najzdrowsze porównanie? Z samym sobą z przeszłości
Jeśli już mamy nałogowo się do kogoś porównywać, to najlepiej do nas samych z przeszłości. W ten sposób możesz zauważyć i docenić swój progres na przestrzeni miesięcy, bądź lat.
To często najbardziej uczciwy punkt odniesienia. Zamiast pytać: „dlaczego nie jestem tam, gdzie inni?”, warto czasem zapytać: „gdzie jestem dziś w porównaniu z tym, gdzie byłem rok temu?”. Może mam większą świadomość siebie. Może lepiej stawiam granice. Może szybciej wracam do równowagi po trudnych sytuacjach. Może odważyłem się na coś, co kiedyś było poza moim zasięgiem.
Nie każdy progres jest spektakularny i widoczny na zewnątrz. Czasem największa zmiana dzieje się po cichu: w sposobie myślenia, reagowania, wybierania siebie, dbania o odpoczynek, proszenia o pomoc albo odpuszczania tego, co nam nie służy.
Porównywanie się do innych może ranić, ale może też uczyć. Kluczowe jest to, czy używamy go jako narzędzia do biczowania siebie, czy jako zaproszenia do refleksji. Bo czasem za zazdrością ukrywa się nie zawiść, ale ważna informacja: „to też jest dla mnie istotne”.





